niedziela, 2 lutego 2014

2. Nigdy nie zapomniałem.

Obudziłam się. Poraziło mnie białe światło. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Chwila, ja jestem w szpitalu ! Obróciłam głowę i zobaczyłam jego..On tu jest, czy to tylko halucynacje ?- pomyślałam. Chwila, ale co on tu robi ? Czy on, nie..  Tak, to on mnie uratował ! To był jego głos. Chciałam wstać i mu podziękować. Ale moje plany pokrzyżowały kable i jakieś maszyny. Jedyne co mogłam zrobić to na niego patrzeć. Taki przystojny, delikatny.. jego oczy, takie hipnotyzujące, piękne, aż widać było w nich dobroć.  Patrzyłam tak jeszcze chwilę, Byłam taka szczęśliwa. Świat nagle przestał istnieć. Może to dziwne zakochać się w kimś, kogo się nawet nie zna.. Ale od naszego pierwszego spotkania, te 5 lat temu, wiedziałam, że nigdy nikogo innego nie pokocham.. Tak, można powiedzieć, że znamy się.  5 lat temu byłam na wakacjach w Barcelonie. Zakochałam się w tym mieście, nie chciałam wyjeżdżać, ale dom i praca. Miałam wtedy 18 lat, teraz mam 23 i dalej tkwię w tym uczuciu. Zawsze miałam nadzieję, ze jeszcze kiedyś się spotkamy. Nasze pierwsze '' spotkanie '' było dość komiczne. Zauroczona Camp Nou nie zauważyłam go i wpadłam na niego, po czym wywaliliśmy się oboje. Przepraszałam go parenaście minut, a on cały czas się do mnie uśmiechał. Gdy skończyłam swoje przeprosiny, czekając na wybaczenie, spojrzałam w jego oczy. Wtedy coś we mnie zniknęło, pękło, ale także pojawiło się coś nie do opisana. Nie potrafię wyrazić tego słowami. Staliśmy tak patrząc sobie w oczy. Jak dwa słupy soli. W tamtym momencie nic mnie nie obchodziło. Liczył się tylko on, jego spojrzenie i to, żeby nikt nam nie przeszkadzał. To ostanie niestety się wydarzyło. Nagle do Marca podszedł Tello,  krzyczał tak na niego dłuższy czas, że muszą już jechać i co on sobie wyobraża. Nie byli oni jeszcze tak znani, jak teraz. Bartra nagle "przebudził się", spojrzał na mnie. Chyba chciał coś powiedzieć, ale nie mógł wydusić słowa. Pokazał jedynie, że już idzie. Ja tymczasem doskonale wiedziałam, co się właśnie stało. Stałam tam jeszcze chwilę. Gdy już odszedł do Tello powiedziałam - Kocham Cię- nawet nie spostrzegłam, że po policzkach spływały mi łzy. On tam stał. Na wspomnienie tych wydarzeń sprzed 5 lat uśmiechnęłam się.  
Podszedł bliżej, położył rękę na szybie i tak nagle wyszedł. Nie wiedziałam co się stało. 
Czy on mnie pamięta ? Nieee, to nie możliwe - pomyślałam. A może wystraszył się tego, co powiedziałam, chwila, czy ja mu właśnie wyznałam miłość ?! 
W tym momencie strasznie zabolała mnie głowa, zaczęłam się dusić. Do sali szybko wbiegł lekarz, za nim ileś pielęgniarek. Wszystko zaczęło mi się mazać. Zemdlałam.

***
Marc 
Ona była taka piękna. Wydawało mi się, że ją znam. Ale nie, to nie możliwe. Mógłbym nie odrywać od niej oczu. Wydaje mi się, że już kiedyś coś takiego przeżyłem, sam nie wiem. Zobaczyłem, ze zamknęła oczy, a potem po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Nie chciałem, żeby płakała. Wiedziałem, że od teraz zrobię dla niej wszystko. Moje uczucie wobec niej- nie do opisania. Rosło i rośnie z każdą sekundą. Nie obchodziło mnie to, ze jej nie znam, nie wiem kim jest. Takie uczucie to chyba miłość, miłość od pierwszego wejrzenia. 
Zobaczyłem, że przygląda mi się. Coraz bardziej płacząc, ale jednocześnie uśmiechając się wypowiedziała słowa, na które chyba najbardziej w życiu czekałem. W tamtym momencie miałem ochotę wbiec do jej sali, wziąć na ręce, wynieść ze szpitala, pojechać do mojego domu i już nigdy nie wypuszczać z objęć. Być z nią do końca życia. Co zrobiłem ? Położyłem rękę na szybie i odszedłem. Musiałem to przemyśleć, chociaż w tym wypadku chyba nie było czego. Zakochałem się i nie mam zamiaru odpuścić. Zrobię dla niej wszystko. 
Pierwszym krokiem było dowiedzieć się czegoś o niej. A potem ? Oby było tylko lepiej. Spod szpitala udałem się do kwiaciarni. W radiu leciało właśnie I'll be there for you. Tytuł opisywał moje uczucie. 

***
 Leżałam na szpitalnym łóżku myśląc o całej sytuacji. Pielęgniarka właśnie pobierała mi krew. Kiedyś nigdy nie dałabym wbić sobie igły w żyłę, ale teraz było mi to obojętne. Gdy już skończyła i wyszła z sali wstałam i podeszłam do okna. Po drodze wzięłam kubek z herbatą. Oglądałam ludzi, niektórzy wychodzili ze szpitala z małymi pociechami, inni zakończyli leczenie. Byli też tacy, którzy ze smutną miną do niego wracali. 
Z zamyśleń wyrwał mnie czyiś głos, męski. Myślałam, ze to lekarz, ale gdy się obróciłam - zamarłam. Kubek wypadł mi z ręki. Tak, w drzwiach stał Marc, z ogromnym bukietem, który prawie go zasłaniał. Gdy usłyszał odgłos tłukącego się szkła, położył bukiet na łóżku i szybko zaczął zbierać kawałki naczynia. Schyliłam się, chwyciałam jego dłonie i spojrzałam w oczy. 

***
Marc
Mam nadzieję, że te kwiaty poprawią jej humor. Stałem  Chodziłem w kółko przed jej salą. Ludzie dziwnie się na mnie patrzyli. Przed wejściem do sali spojrzałem na nią jescze raz. W tym momencie coś mi sie przypomniało. 5 lat temu wpadła na mnie prześliczna dziewczyna. To była ona. Tak bardzo się cieszyłem. Szybko wszedłem do jej sali. 
- Przepraszam - powiedziałem
Stała i patrzyła się w okno. Obróciła się i upuściła kubek z, jak mniemam herbatą. Rzuciłem bukiet na łóżko i pospiesznie zacząłem zbierać kawałki naczynia z podłogi. Nagle jej twarz znalazła sie naprzeciw mojej. Teraz już na 100 % wiedziałem, ze to ona. 

***
 
- Marc ? 
- Tak, to ja.. 
Przerwałam mu i mocniej ścisnęłam jego dłonie, po czym powiedziałam :
- Dziękuję. Tak bardzo Ci dziękuję. Ja nie wiem. Nie wiem jak ci się odwdzięczę. Po policzku spłynęła mi łza. Łza szczęścia, ale i bezsilności. Bartra położył dłoń na moim policzku.
- Nie dziękuj. I nie płacz. Prosze Cię Zuziu.. 
- Wiesz kim jestem ?
- Tak.  
- Ty..
- Pamiętam. Nigdy nie zapomniałem. Ja, ja Ciebie kocham.
 



                              --------------------------------------------------------------------

Mamy 2 rozdział. Mam nadzieję, ze będzie się podobał chociaż Wam, bo mi niezbyt. 
Dziękuję za 170 wyświetleń ! Jesteście wspaniali :) To bardzo motywuje i pomaga..
Rozdział zostawiam  waszej opinii :* 
+ Barca przegrała, ale DUMNI PO ZWYCIĘSTWIE, WIERNI PO PORAŻCE <3