poniedziałek, 24 lutego 2014

5. Nie skrzywdź jej.

No tak. Znowu się popłakałam. Marc był dla mnie taki dobry. Z każdą sekundą coraz bardziej się z Nim zakochiwałam. Byłam niemalże pewna, że zrobi dla mnie wszystko, tak, jak ja dla niego. Chwyciłam Jego dłoń i przyłożyłam ją do swojego policzka. Co prawda było trochę mokre, ale w tej chwili pragnęłam tylko Jego dotyku. Czując Jego ciepło łzy same poleciały z oczu. Łzy szczęścia i miłości. Marc od razu zaregował.
- Czemu płaczesz ? Nie płacz. Nie lubię tego. Proszę Cię..
- Nie zdajesz sobie sprawy z tego, jakim uczuciem Cię darzę.- powiedziałam, po czym głośno zaszlochałam.
Marc przysunął mnie do siebie. Położył się, po czym ułożył moją głowę na swojej ręce. Teraz nasze twarze były naprzeciw siebie. Patrzyliśmy sobie w oczy. Patrzyłam w Jego piękne, lśniące, duże zielone oczy. Ta chwila mogła trwać wiecznie. 
- Chcę, żebyś wiedziała, że jesteś dla mnie najważniejsza. Poświęciłbym dla Ciebie życie. Nie chcę Cię stracić. Nigdy. 
- Nigdy mnie nie stracisz. 
Marc ponuro się uśmiechnął. 
- Jest jeszcze jedna kwestia. 
- Tak ? - zapytałam zdziwiona.
- Kim teraz dla siebie jesteśmy ?
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Kochaliśmy się. Bez sensu było ukrywać to uczucie. Ale.. kim byliśmy dla siebie do tego czasu ? Przyjaciele, znajomi ? Trochę dobiło mnie to pytanie. Chciałam, bardzo chciałam, żeby wyszło z tego coś więcej.
- Marc, ja.. - tylko to zdążyłam powiedzieć, gdy ten zaraz mi przerwał.
- Tak, ja rozumiem.. Nie chcesz. Za krótko się znamy, wiem. Ja poczekam. Jestem głupi. Zapomnijmy.
- Nie... To nie tak. Uspokuj się.
- Przepraszam.. Ja..ja Cię bardzo kocham. Nad życie. I cholernie mi na Tobie zależy. - jego twarz wyraźnie posmutniała. Nie lubiłam tego.
- Uwielbiam uśmiechniętego Marca Bartrę - skwitowałam.
Ten podniósł tylko oczy. Znowu tak na mnie patrzył. Wzięłam jego twarz w dłonie i pocałowałam w usta. Wiedziałam, ze nie wytrzymam bez niego już ani chwili. To było najodpowiedniejsze rozwiązanie.
- A więc ? Co z tym zrobimy ? - zapytał mnie po chwili.
- No wiesz, chyba nie mamy wyjścia. Nasze serca połączyły się w jedność i nie mamy juz wyjścia. - zaśmiałam się. On na szczęście odpowiedział tym samym.

- Takiego Bartrę uwielbiam !
- Oj przestań, bo sie zarumienię.
- Rumiany Bartra.. oo, kochany, chciałabym to zobaczyć- zrobiłam oczy ze shrek'a.
Nasze wyznania zakłócił dzwonek do drzwi.
- Kto to może być o tej porze ? - zapytał Marc.
- No wiesz.. niewiele mogę Ci powiedzieć, bo nikogu tu nie znam, oprócz Ciebie - zaśmiałam się.
- Hmm. 14, to pewnie ktoś z drużyny. Trening skończyli niedawno.
- To ja pójdę do kuchni. Ugotuję coś.
Marc poszedł otworzyć drzwi.  Słyszałam, że z kimś rozmawia,  znajomy głos, ale do kogo należy- nie wiem.
- Niech rozmawia- pomyślałam, po czym zabrałam się za pieczenie babeczek. Wyciągnęłam potrzebne składniki i zabrałam się do przygotowywania słodkości.
- Wszystko super, ale gdzie jest proszek do pieczenia ?
Postanowiłam do niego pójść i się zapytać.  Zapomniałam o tym, że nie jest sam. Wparowałam do salonu usmarowana mąką, na co i Marc i jego kolega wybuchnęli śmiechem. Szanowny Bartra po chwili jednak opanował się i podszedł do mnie, po czym przedstawił.
- Zuzia to jest Jonathan dos Santos, Jona, to jest Zuzia- moja dziewczyna - powiedział z uśmiechem na twarzy, po czym objął mnie w talii i cmoknął w policzek.
Jona podszedł do mnie i przytulił.
- Widzę, że się postarałeś stary- dos Santos szturchnął Bartrę w ramie. -Jest urocza.
Miałam przyjść tylko po proszek do pieczenia, a zasiedziałam się z chłopakami na dobre.   Rozmawialiśmy, śmialiśmy się i opowiadaliśmy ciekawe historie z życia. Bardzo dobrze dogadywałam się z Jonathanem. On zaraża pozytywną energią i uśmiechem.To było mi potrzebne. Po tylu latach cierpienia i płaczu, nareszcie mam powody do radośći. Może jeszcze będę szczęśliwym człowiekiem. Nie spostrzegliśmy się nawet, że mijała właśnie godzina 18.  Uświadomił nam to Jona, który właśnie dostał wiadomosć, że mają stawić się u trenera.
- Czego on może od nas chcieć ? - zapytał zaskoczony Bartra.
- Raczej od ciebie, ja mam kontuzję - odpowiedział puszczając oczko dos Santos.
- Dobra, to ja lecę ! Mam nadzieję, ze nie zajmie mi to więcj niż 30 minut. Zostaniesz do mojego powrotu Jona ?
- Spoko, no problem. O ile Zuzu się zgadza.
- Pewnie, przynajmniej nie będę sama w tym wielkim domu.
Bartra podbiegł do mnie i cmoknął w czoło, po czym podszedł do Jonathana, który już wystawił policzek.
- Nie, Tobie nie dam buziaka. - powiedział Marc, po czym "jedynie" poklepał go po nim.
- Ejj, a już się cieszyłem. Menda ! - powiedział oburzony.
- Bywa ! Narazie.- po czym wyszedł.
Nie zdążyliśmy nawet usiąść na kanapie, gdy nagle wpadł Marc. Wymachiwał rękami na wszystkie strony.
- Ten grat znowu nie działa ! - zaczął wrzeszczeć.
- Stary, wyluzuj. Ja też mam auto, pojedziemy moim.
- Serio ? Zawieziesz mnie ?
- A mam wyjście ?
- Nie masz.. tylko co z Tobą Zuzia ?
- Ja zostanę... może coś leci w TV.
- Na pewno ?
- Taak ! Jedźcie już, bo się spóźnicie.
Wyszli. No nic, jestem skazana na telewizor. Położyłam się wygodnie na kanapie i zaczęłam przeglądać kanały. Jak na złość - nic nie było. W końcu zostawiłam jakąś komedię.
- A znajdzie się jakieś miejsce dla mnie  ?
Z przerażenia zeskoczyłam z kanapy.
- Co ty tu... ale, jak to ? Ty przed chwilą ten.. nie ? Co ty tu robisz ? - nie potrafiłam się wysłowić.
- Marc pojechał sam. Uznał, ze nie może zostawić cię samej.
- Nadopiekuńczy głupek.
- Boi się o Ciebie.
- Nie ma o co. - odpowiedziałam, chociaż w głębi duszy cieszyłam się z tego, co właśnie usłyszałam.
- Ja też bym się bał. Gdybym był tak bardzo zakochany jak On w Tobie,  nie pozwoliłbym, żeby jej coś się stało. Starałbym się zrobić dla niej wszystko.  Rozumiem jego zachowanie.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Opuściłam tylko głowę.
- Kocham go..
- Wiem. Ale na pewno nie tak, jak on ciebie. Mówię Ci.
- Tylko nic nie mogę dla niego zrobić. Nie mam nic.
- Jak to nic ? Słyszysz siebie ? Jemu wystarczy tylko Twoja obecność, uczucie. Wiem, ze się juz kiedyś spotkaliście, pamietam jak opowiadał o tym. Już od tamtej pory coś do ciebie czuje. Wtedy cię stracił, teraz by już sobie tego nie wybaczył. Robi dla ciebie wszystko. Nie skrzywdź go.
Po tych słowach nastała cisza. Jona opuślił głowę.
- Jestem mu wdzięczna. Uwierz, też zrobię dla niego wszystko. Oddam za niego życie, bo kocham go. Nikogo nigdy tak nie kochałam.Nie ma takiej rzeczy, której nie potrafiłabym dla niego zrobić. Poza rodziną. Ale ich już nie ma.. Nie ma, rozumiesz ?! Odeszli. 10 lat temu. Byłam sama jak palec. Tyle razy próbowałam się zabić. Straciłam wszystko, rodzinę, pracę, zabrali mi dom. I nikt się nade mną nie użalał. Nikt nie miał najmniejszej ochoty mi pomóc. Ale byłam silna, nie poddałam się. I tego nikt mi nie zabierze. Wtedy, gdy się spotkaliśmy zakochałam się w nim. Miałam tylko Jego zdjęcie. Jedno zdjęcie, które było dla mnie wtedy wszystkim. On był, jest i będzie dla mnie wszystkim. I nigdy nie będę potrafiła go skrzywdzić, bo nie wytrzymam bez niego i sama wiem, jak to jest. Moje życie zadawało mi wiele bólu i wiele krzywd, nikt nie powinien tak cierpieć. Nikomu tego nie życzę. A co dopiero Jemu. I jeszcze z mojego powodu.  Przykro, że tak o mnie pomyślałeś, bardzo przykro.
Kończąc swój monolog, cicho zaszlochałam pod nosem.Nie miałam siły. Wstałam z kanapy i udałam się do swojego pokoju. Pierwsze co, to wzięłam torebkę i wysypując całą jej zawartość znalazłam moją przyjaciółkę. Weszłam do łazienki i znowu to zrobiłam. Tym razem się postarałam. 
Lecz na nic więcej nie było mnie stać. Rzuciałam się na łóżko i rozpłakałam na dobre. Szybko jednak zmożył mnie sen.

*
Jonathana zatkało. Nie mógł ruszyć się z miejsca. Dobrze, że wrócił Marc. Był roześmiany, szczęśliwy, jednak gdy tylko zobaczył twarz przyjaciela mina od razu mu zrzedła.
- Co jest ? Gdzie Zuzia ?
- Kocha Cię, nad życie. Nie skrzywdź jej. - odpowiedział dos Santos po czym wyszedł z posiadłości Bartry.


 






                           -------------------------------------------------------------------------
Mamy 5 :D taki nijaki.. beznadzieny.
I miało być 8, ale nie wiem ile będzie rozdziałów, na pewno więcej .. lubię pisać tego bloga, chodź mi to w żaden sposób nie wychodzi.
Dziękuję za komentarze, to bardzo pomaga <3
i dziękuję za wyświetlenia, już prawie 600 *-*


  CZYTASZ = KOMENTUJESZ !!!