piątek, 7 marca 2014

6. Co to jest ?



Marc


***


Podjechałem pod dom, zaparkowałem auto Jonathana i szczęśliwy czym prędzej udałem się w stronę drzwi. Już chciałem pochwalić się szansą, jaką otrzymałem od trenera, jednak mój dobry nastrój ulotnił się, gdy zobaczyłem dos Santosa. Siedział z opuszczoną głow głową i gadał coś pod nosem. Nie zwrócił uwagi na to, że wszedłem do domu. Ocknął się dopiero wtedy, gdy zapytałem, gdzie Zuzia. Wstał, bez słowa. Na jego twarzy widać było smutek pomieszany z żalem, bólem i współczuciem. Wziął klucze, podszedł do mnie i powiedział :
- Kocha Cię, nad życie. Nie skrzywdź jej.
Po czym tak po prostu wyszedł.
Popatrzyłem na kanapę, gdzie siedzieli zanim wyszedłem. Jej tam nie było. Obróciłem się w stronę drzwi. O co mogło mu chodzić ? Nie wiedziałem, jak mam się zachować. Nie rozumiałem sytuacji. Stałem tak dłuższy czas, zastanawiając się co mu odbiło. Jeśli chciał mnie zaskoczyć, to nie udało mu się. Przecież ja wiem, że nie mogę jej skrzywdzić. Ba ! Ja tego nie chcę. Nigdy. A jeśli stałoby się tak, to nigdy bym sobie tego nie wybaczył. Nie wiem co bym bez niej zrobił. Nie wiem, co zrobiłbym, gdyby odeszła.


*

Jego głowę zaprzątały różne myśli. Różne straszne myśli. Bał się, że kiedyś go zostawi. Nie poradziłby sobie wtedy. Nie umiałby bez niej żyć. Nie miałby siły na życie. Ona jest jego siłą, motywacją. Dopiero teraz dotarło do niego, jak wielu rzeczy się bał. I prawie wszystkie związane były z Zuzią. Kiedyś liczyła się tylko piłka, koledzy, imprezy. Teraz te wszystkie rzeczy spadły na drugi plan. W parę dni jedna osoba odmieniła jego życie.

Z jego oczu mimowolnie popłynęły łzy. Westchnął głęboko, otarł policzki i czym prędzej pobiegł do jej pokoju. Była tam, leżała na łóżku. Nie przykryta, dalej w tych samych ciuchach co przedtem. W łazience świeciła się lampa. Poszedł ją zgasić. Poruszał się cicho, nie chciał jej obudzić. Ale nie wiedział, co zrobiła parenaście minut temu. Podszedł do jej łóżka i nakrył. Przyglądał się jej bez końca. Była taka piękna, bezbronna. Odgarnął włosy z jej twarzy, po czym złożył na niej kilka pocałunków.
Wychodząc z jej pokoju poczuł się jakoś dziwnie. Czuł, że coś go ominęło. Co mogło stać się, gdy pojechał ?
- Nie myśl o tym teraz idioto, może jutro wszystko się wyjaśni - skarcił sam siebie.
Było już późno, wiele się dzisiaj działo. Marc był wykończony. Stał pod prysznicem i myślał. Bolała go głowa, do oczu cisnęły się łzy. Czuł dziwne ukłucia na klatce piersiowej. Albo może inaczej, po prostu bolało go serce. W końcu emocje puściły, popłakał się jak dziecko. Teraz wiedział, ze nie moze pozwolić, żeby Zuzi coś się stało, albo żeby odeszła.

Położył się na łóżku, jednak za nic w świecie nie mógł zasnąć. Cały czas o niej myślał. Najchętniej poszedłby do niej i spał razem z nią. Otuliłby ją ramieniem i nie pozwolił, by coś jej się stało. Ale nie mógł tego zrobić, to byłoby nie w porządku. Sen zmorzył go dopiero około 2 w nocy.


*

Następny dzień - rano.

*

Obudziłam się o 6. Na zewnątrz było jeszcze ciemno. Idealna atmosfera do rozmyślania. Ostatnio robiłam to bardzo często. Szkoda tylko, że moje myśli w większości nie były zbyt pozytywne. Przypomniała mi się wczorajsza "rozmowa" z Jonatanem. Było mi przykro, przeżyłam małe załamanie. I zawsze będzie mi to przypominała blizna na nadgarstku. Będzie mi mówiła o mojej miłości. Jest jednak pewien plus. To, co stało się wczoraj bardzo umocniło mnie w przekonaniu, że zrobię wszystko, dla Marca. Postanowiłam, że nie opowiem wczorajszej sytuacji Bartrze, wiem, ze będzie nalegał, nie mogę. Nie mogę zepsuć jego przyjaźni. Już wiele chaosu narobiłam, czas na odkręcenie tego wszystkiego.

Wstałam, wzięłam zimny prysznic i postanowiłam zrobić śniadanie. Postawiłam na naleśniki z nutellą i do tego gorąca czekolada, którą kocha nad życie. A poza tym, trzeba trochę go utuczyć.
Gotowe śniadanie ułożyłam na tacy i poszłam do pokoju Bartry. Przed wejściem upewniłam się tylko, czy nie widać mojej blizny, która jeszcze się nie zagioła. Poprawiłam bransoletki, naciągnęłam rękaw od swetra i po cichu otworzyłam drzwi. Gdy zobaczyłam jak słodko śpi, po moim policzku spłynęła pojedyncza łza. Nie mogłam uwierzyć, że tu jestem, że go znalazłam, że mnie pamięta.Odstawiłam jedzenie na półkę i podeszłam do łóżka. Delikatnie chwyciłam jego dłoń i przyłożyłam do policzka. Uwielbiałam czuć ciepło jego dłoni. Wiedziałam, ze zawsze mogę być przy nim bezpieczna, że mnie obroni. Jest lekiem na wszystko. Marc powoli się przebudzał, w końcu otworzył jedno oko.
- To ty ? - zapytał zaspanym głosem.
Był taki słodki i kochany.
- Co ty tu.. ? Nie śpisz już ? Która godzina ?
Pokręciłam tylko głową i lekko uśmiechnęłam.
- Wiesz co, taki początek dnia to ja chcę mieć zawsze - powiedział z uśmiechem - Chodź tu do mnie.
Usiadłam na brzegu łóżka, a ten chwycił mnie i położył obok siebie.
- Kocham Cię, wiesz ? - zapytał.
- Hmm. Nie, nigdy nie mówiłeś.
- Kocham Cię najmocniej na świecie, nad życie. Jesteś moim skarbem, motywacją, inspiracją. Moją siłą do źycia. Kocham Cię tak bardzo, że aż boli. Nie wiem jak mógłbym to porównać do czegoś, bo nic tak na prawdę nie jest w stanie temu dorównać…
Po tych słowach serce mocniej zabiło. Złożyłam na jego ustach kilka delikatnych pocałunków.
- Dobra koniec tych czułości. Mam tu coś dla Ciebie - powiedziałam, po czym wstałam z łożka i podałam brunetowi tackę ze śniadaniem. Widziałm te malutkie iskierki w jego oczach na widok gorącej czekolady.
- Ej ej, bo będę zazdrosna - zaśmiałam się.
- Wybacz, to moja druga miłość. Ale nie dorównuje tej do Ciebie. - powiedział, po czym zabrał się za jedzenie.
Po skonczonym posiłku pogłaskał się po brzuchu i stwierdził, ze jak tak dalej pójdzie to przytyje i , jak on to ujął " nie będzie atrakcyjny ". 

*

Dzień minął bardzo szybko. Siedzieliśmy właśnie w salonie i przytuleni do siebie oglądaliśmy jakiś serial. Marc nagle zerwał się i powiedział, ze zaraz wróci. Powiedział tylko, żebym poczekała. Myślę sobie " ok ". Nie było go chyba 30 minut. Zdążyłam się wynudzić za wszystkie czasy. Nagle z głośników poleciała piosenka. I to nie byle jaka. Czekałam na dalszy rozwój sytuacji, gdy zza ściany wyskoczył Marc, przebrany za autora piosenki. Kapelusz, kamizelka, koszula i czarne spodnie. W ręku trzymał drewnianą łyżkę.

- Nigdy wcześniej tego nie robiłem, to dla Ciebie !Ta piosenka opisuje jest właśnie o Tobie !
 

Poruszał bioderkami jak modelka i gdy zaczęła się pierwsza zwrotka zaczął śpiewać


Oh her eyes, her eyes
Make the stars look like they’re not shining
Her hair, her hair
Falls perfectly without her trying
She’s so beautiful
And I tell her every day

Yeah I know, I know
When I compliment her
She won't believe me
And it's so, it's so
Sad to think that she don’t see what I see
But every time she asks me do I look okay
I say

When I see your face
There’s not a thing that I would change
Cause you’re amazing
Just the way you are
And when you smile,
The whole world stops and stares for a while
Cause girl you’re amazing
Just the way you are


Potem śpiewaliśmy już razem. Uśmiałam sie jak nigdy. To było takie piękne. Nie zapomnę tego do końca życia. To z pewnością będzie jedno z najwspanialszych wspomnień.
Po naszym jakże wspaniałym występie poszliśmy zrobić coś na kolację. Postawiliśmy na pizze, ale taką własnej roboty. Po półgodzinnym bawieniu się w kuchareczki stwierdziliśmy, że nie ma co. Zamawiamy jakąś gotową. W oczekiwaniu na posiłek, znowu oglądaliśmy jakieś filmy w TV. Wszystko było świetnie, gdyby nie pytanie Marca.
- Co się wczoraj stało ?
- Nic, a co miało sie stać.. - próbowałam skłamać.
- Nie kłam, nie wychodzi ci to.. On coś ci zrobił ?
- Nic się nie stało Marc.
- Powiedz mi.
- Ale co mam ci powiedzieć, jak nic nie było ? - podniosłam ton.
- Ok.. nie denerwuj się.
Rozmowę przerwał dzwonek do drzwi - pizza przyjechała. Bartra poszedł otworzyć, a ja poszłam naszykować talerze. Po chwili wszedł do kuchni z dwoma pudełkami. Przed nałożeniem na talerze podwinęłam rękawy, co nie było dobrym pomysłem. Całkowicie zapomniałam o ranie i gdy chciałam podać Marcowi naszą kolację, ten zamiast chwycić naczynie chwycił mój nadgarstek, powodując tym samym, że rozbiło się ono w drobny pył uderzając o podłogę.
- Co to jest ? - zapytał powoli.


-----------------------
6 rozdział - klapa jak pozostałe :)
Ale od następnego zacznie się dziać :D
Dziękuję za te cudowne komentarze pod 5 rozdziałem <33 to takie miłe ^^ i dziękuję za 860 wyświetleń ^^ myślałam, że na 300 się skończy :D
 zachęcam do czytania http://nunca-me-acuerdo-de-olvidarte.blogspot.com/ :)
i mam prośbę, moze 2..
- moglibyście pomóc mi w tym, żeby tego bloga czytało więcej osób ?
i ta druga to komentarze.. one pomagają, i to bardzo <3
Tutaj tłumaczenie piosenki xd



<rozbraja mnie to zdjęcie xd >

CZYTASZ = KOMENTUJESZ !!