Opuściłam tylko głowę. Nie wiedziałam co powiedzieć.
- Pytam. Co to jest ?
- Dobrze wiesz.
- Czemu znowu to zrobiłaś ?! - spytał podnosząc głos, który coraz bardziej drżał. - Dlaczego ?!
- Marc nie krzycz, proszę Cię..
Ścisnął mocniej moje nadgarstki, dokładnie obejrzał. W kółko powtarzał " dlaczego ".. Po chwili przybliżył je do swojej twarzy i zaczął składać na nich delikatne pocałunki. Poczułam, że po ranach spływają łzy. Marc płakał. Nie wytrzymałam. Widząc go w takim stanie, także się rozplakalam. To było silniejsze ode mnie. Nie mogłam patrzeć na jego łzy. Moje serce rozpadło się na miliony kawałeczków, bolało jak cholera. Marc osunął się na podłogę, ciągle płacząc. Byłam na siebie wściekła, w tym momencie nie miałam ochoty żyć. Zaczął krzyczeć i rzucać przedmiotami. Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie. To było straszne. Nie wiedziałam co mam robić. Po chwili stamtąd uciekałam, i zamykając drzwi juz prawie dusiłam się od płaczu. Zsunęłam się po ścianie, podwinęłam nogi i objęłam je rękoma. Nie potrafiłam się uspokoić. Popatrzyłam na blizny po cięciach i wybuchłam jeszcze większym płaczem. W tym momencie do pokoju wbiegł Marc. Gdy mnie zobaczył, od razu podbiegł. Usiadł okok mnie i mocno objął.
- Przepraszam. Ja.. ja nie wiem co we mnie wstąpiło. Nie powinienem. To ty cierpisz. A ja nie potrafię Ci pomóc. Jestem taki głupi.. Boli mnie twój widok jak płaczesz, tak bardzo chciałbym znaleźć jakiś sposób na to, żebyś nie płakała, żebyś zawsze była szczęśliwa. Ale nie mogę, nie umiem. Ty cierpisz, a ja nie wiem co mam zrobić. - zaszlochał, po czym kontynuował. - Jak zobaczyłem twoje rany, mój świat sie zawalił. Dlaczego chciałaś to zrobić ?Co by było, jakbyś przecięła żyły ? Myslisz, że poradziłbym, sobie bez ciebie ? Nie ! Umarłbym z tęsknoty, o ile wcześniej nie popełniłbym samobójstwa.
Tego było za wiele.
- Marc nie mów tak ! Nie zrobiłbyś tego ! - zaczęłam krzyczeć płacząc.
- Jeśli straciłbym Ciebie, moje życie nie miałoby sensu. Po co miałbym żyć ze świadomością, że już nigdy Cię nie zobaczę ? To męka, a po co się męczyć ? - chciał coś jeszcze powiedzieć, ale chyba usłyszał jak się rozpłakałam.
- Przepraszam.. ja użalam się nad sobą, a to Ty cierpisz. Nie potrafię sobie z tkym poradzić. Nie wiem, jak Ci pomóc. Jesteś tą jedyną, nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Muszę wiedzieć, co się wczoraj stało. Musisz mi powiedzieć.
Po tych słowach nastała cisza. Absolutna cisza. Jakby przysłuchać się bardziej, jedyne co wydawało jakiś dźwiek, to nasze serca, które biły jak szalone.
- Chwila słabości.- odparłam po chwili.
- I to przez nią się pocięłaś ? Nie kłam, proszę.
No tak, tym mnie zgasił.
- Nic się nie stało. To moja wina. Zapytał mnie o coś, a ja na niego naskoczyłam.
- Tak nie było. Proszę powiedz prawdę..
- Nic złego sie nie stało Marc !
- Wolę to wiedzieć od ciebie, ale jeśli ty mi nie powiesz, pójdę do niego i nie będzie za fajnie.
- Janatan... on się martwi. Tylko nie bierze pod uwagę czyichś uczyć. I to bardzo zabolało. - powiedziałam juz spokojniej, ale dobrze wiedziałam, że opowiadając mu dalszy przebieg zdarzeń i tak się popłaczę.- Boi się o ciebie, to wspaniały przyjaciel. Nie chce, żeby ktoś cię skrzywdził, ja także. Najgorsze to, że nie zna mnie, a posądził o takie rzeczy. Ale ludzie tacy są, nie znają cie, a mówią o tobie rzeczy, o których nie masz pojęcia. - powiedziałam jakby do siebie i popatrzyłam na Marca, który bacznie mi się przyglądał. - Nie miałam łatwego życia, ale nigdy się nad sobą nie użalałam, bo wiem, że są ludzie, którzy cierpią bardziej. Wiele osob zna moje życie, moją historie i wszyscy patrzą na mnie przez pryzmat tego co się stało. Gdy ktoś mnie poznaje, nagle zmienia zdanie na mój temat, zaczyna mi współczuć. Tak samo było z dos Santosem. - popatrzyłam gdzieś w dal, a następne słowa skierowałam do swojego ukochanego.- Marc... ja ciebie naprawdę kocham. Nie potrafiłabym cie skrzywdzić. Mam tylko ciebie. Jesteś dla mnie najważniejszy. Rozumiem, że nie da się zakochać w jednej sekundzie.. nie zasługuję na ciebie. - pod powiekami czułam łzy, ale musiałam być silna.
- Nikt nie jest w stanie pojąć jak bardzo się w tobie zakochałem. Czuje, a właściwie wiem to na pewno, że to ty jesteś tą jedyną. Tylko gdy mam ciebie przy sobie jestem szczęśliwy. Wiesz czemu ? - zapytał, a ja przecząco pokiwałam głową. - Bo to ty jesteś moim własnym szczęściem.
- Kocham cie Marc, ponad wszystko.
Nagle wszystko przestało istnieć. Zapadła grobowa cisza, cisza przed nieznanym. Nasze twarze powoli się do siebie zbliżały. Milczeliśmy wpatrzeni w siebie. Każda kolejna sekunda stawała się godziną. ale to mi nie przeszkadzało. Marc odgarnął włosy z mojej twarzy, otarł kciukiem łzy pomieszane z makijażem. Wyczułam jego oddech, był spokojny, opanowany. Odległość robiła się coraz mniejsza, gdy w koncu stało się coś, czego chyba oby dwoje pragnęliśmy. Pierwsze muśnięcie warg. Chcieliśmy więcej, chcieliśmy, żeby ta chwila się nie kończyła. To było za piękne.On był taki piękny, kochany, MÓJ. Chwila wytchnienia, a potem.. dłuższy, gorący pocałunek.
Nie potrzebowałam niczego więcej, miałam Jego, jego miłość. teraz może być juz tylko lepiej. Po kilku minutach oderwaliśmy się od siebie. Długie, głębokie i lekko zaniepokojone spojrzenie. Jednak po chwili nasze twarze ogarnęła radość i uśmiech.
- Dziękuję..
- Chodź do mnie. - rozłożył ręce, a ja szybko się do niego przytuliłam. Mogłabym wieczność przesiedziec w jego silnych, a zarazem delikatnych i czułych ramionach. Były dla mnie ukojeniem, zapominałam w nich o całym bożym świecie. Czułam się taka bezpieczna. Marc gładził mnie po włosach i składał delikatne pocałunki na skroni. Wdychając jego zapach i wsłuchując się w bicie serca moje powieki powoli się zamykały. W końcu, po chwili ogarnął mnie sen.
***
Marc
To chyba najpiękniejszy dzień mojego życia. Debiut w Barcelonie w porównaniu z tym, to pestka. Czuję się szczęśliwy, i spełniony. Tak długo na to czekałem. Ten pocałunek.. był lepszy niż mogłem sobie wyobrazić. Teraz moze być już tylko lepiej. Zaufała mi, pokazała, że mnie kocha. Teraz śpi, moja kochana, mała myszka. Dla niej ten dzień był tak samo emocjonujący jak dla mnie. Jest taka słodka jak śpi, taka bezbronna. Chciałbym zawsze mieć ją przy sobie, zawsze jej bronić. Wsłuchiwałem się w jej spokojny oddech i bicie serca.
Nie mogliśmy przesiedzieć tak całej nocy. Postanowiłem przenieść ją na łóżko. Zrobiłem to bez najmniejszego problemu. Ułozyłem jej głowę delikatnie na poduszce, przykryłem kocem. Odgarnąłem kosmyk włosów z jej twarzy za ucho, pogładziłem po włosach. Złożyłem kilka delikatnych pocałunków na jej ustach. Przyjrzałem się jej ostatni raz i gdy miałem wyjść z pokoju, przypomniłem sobie, ze nie życzyłem jej dobrych snów. Wczołgałem się na łóżko i szepnąłem do ucha 4 słowa. Uśmiechnęła się przez sen. Po chwili poczułem jak ściaska mój nadgarstek.
- Zostań. - wyszeptała. Byłem oszołomiony tym co usłyszałem. - Zostań Marc, potrzebuję cię.
- Jesteś tego pewna ?
- Jak niczego innego.
Ułożyłem sie delikatnie obok niej i objąłem ramieniem. Trochę się przeraziłem, gdy poczułem jak się trzęsie i jaka jest zimna. Odwróciła się do mnie, a w jej oczach gromadziły się łzy.
- heej, co się dzieje ?
- Ja.. ja nie potrafię sobie wyobrazić sobie życia bez ciebie.
- To o to chodzi. Proszę się, nie płacz..
- Łatwo ci mówić.
- Nie musisz sobie wyobrażać Zuz.. Bo nigdy tak nie będzie. Tylko Ciebie kocham, i będzie tak zawsze. Mojej miłości nie przekreśli nic, nawet moja śmierć. Pozostawię po sobie dowody mojego uczucia, gdy już mnie zabraknie.
- Marc prosze cię... - załkała i mocno się we mnie wtuliła.
***
Przycisnął mnie do siebie. W tym momencie nasze ciała połączone były w jedną, spójną część. Zaciągałam się zapachem jego perfum. Nasze oddechy trochę się uspokoiły. Zmęczenie i wrażenia dały nam po kościach i nie minęła chwila, a nasze powieki były już zamknięte. Ten dzień zakończył się najpiękniej jak tylko mógł.
***
Następnego dnia, ranek.
Ten dzień zapowiada się cudownie. Obudziłam się wcześnie rano i ujrzałam Marca.
- Długo juz nie spisz ? - zapytałam.
- Z tobą czas nie istnieje..
- Kocham Cię..
- Ja ciebie mocniej ! Wiesz, że jesteś słodka jak spisz ?
- Marc.. - posłałam mu gniewne spojrzenie.
- Chyba musze uciekać !
- Bój się !- krzyknęłam i rzuciłam w niego poduszką, jednak ten szybko zniknął za ścianą. -I tak cię znajdę Bartra ! - chciałam wyjść z pokoju jednak szybko znalazłam się w ramionach obrońcy.
- hahahha mam cię ! I co by tu z tobą zrobić ?... wiem ! - odparł po chwili i szybko ruszył ze mną na rękach w stronę drzwi na taras.
- Puść mnie idioto ! - darlam się wnieboglosy.
- Oj, ktoś tu przesadził ! Trzeba cie ukarać. - wyszedł na zewnątrz i udał się w stronę basenu.
- Tylko spr.. - Nie dokończyłam bo w tym samym momencie znalazłam się w basenie. Szczęście, ze woda była dość ciepła.
- Pożałujesz tego Bartra !
- Tak, tak.. to pani ładnie się teraz ogarnie a ja pójdę zrobić śniadanie. A! przynajmniej nie musisz się już myć ! - rzucił na odchodne.
Co za idiota, pomyślałam, ale kochany idiota. Jak juz tu jestem to sobie popływam. Spedziłam w basienie dobry kwadrans, po czym poszłam się ogarnąć. Założyłam suche ciuchy, rozczesałam mokre włosy i nałozyłam delikatny makijaż. Wyszłam po cichu z pokoju i udałam sie w stronę kuchni. Na widok Marca krzątającego się po kuchni kąciki ust same się podniosły. Zauważyłam że skonczył swoją robotę, więc szybko schowałam się za rogiem.
- Zooooozooool śniadanie gotowe !
Wyszłam zza ściany z poważną miną, ale widok obrońcy całego w mące mnie rozczulił.
- Mmmm, ale pysznie pachnie, co to takiego ?
- Naleśniki z nutellą i truskawkami - odparł dumnie.
- Mój własny kucharz - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Dla Ciebie wszystko, mam nadzieję że będą smakowały. Poza tym, mówiłem ci że trzeba Cię trochę utuczyć. Moja dziewczyna nie może być taka chuda.
Chwila.. Czy On właśnie.. nie, to nie jest możliwe..
- Słucham ? - prawie udusiłam się kawałkiem truskawki.
- A, tak.. Zostaniesz moją dziewczyną ? - spytał patrząc mi prosto w oczy.
- Ja.. ja nie wiem co powiedzieć. Ja nie mogę Marc, nie zasłuu.. - nie dokończyłam, ponieważ Marc zamknął mi usta pocałuniem.
- Kocham Cię Zuzu.. ile razy mam ci to powtórzyć ?
- Ja Ciebie też Marc, ponad wszystko. - po czym oddałam pocałunek.
- Jestem najszczęśliwszym facetem na świecie !! - krzyknął.
Skończyliśmy jeść śniadanie, posprzątaliśmy i udaliśmy sie przed telewizor.
- Zuz, mam do ciebie pytanie..
- A więc słucham..
- Czy chciałabyś pójść dzisiaj ze mną na trening ?
- Ja chyba nie powinnam..
- No nie daj się prosić- zrobił minę kota ze shrek'a.
- No dobra, nie czaruj.. A o której masz ten trening ?
- O 12 - uśmiechnął się.
- To nie żeby coś , ale mamy 15 minut- dodałam z powagą i wstałam z kanapy.
- Żartujesz sobie !
- Tam jest zegar..
- Cholera jasna ! Gdzie moja torba ?
- A skąd ja mam to wiedzieć ? - zaśmiałam się. Biegał po domu jak oszalały, a torba leżała tam gdzie zawsze.
- Marc !
- Chwila ! Gdzie ona może być ?
- Maarc ! - już nie wyrabiałam ze śmiechu.
- Słucham ?!
- Tu jest ! - wybuchłam śmiechem.
- Jezu.. Chodź szybko..
Wsiedliśmy do auta i łamiąc chyba wszystkie przepisy drogowe dojechaliśmy pod Camp Nou.
----------------------------------------------------------------
Boże ! Jestem ! W koncu.. przepraszam, że tak długo mnie nie było.. Nie wiem czy ktoś to wgl czyta.. rozdział był już napisany, dawno temu, ale niestety coś sprawiło że się usunął, raz, drugi, trzeci, aż w końcu nie wytrzymałam i rzuciłam to wszystko tutaj, bo ileż można -,- Powracam i obiecuję że teraz już będę na bieżąco ! ^^ co do rozdziału to kompletna klapa, przepraszam..
Już prawie 1500 wyświetleń, OMG <33 dziękuję z całego serducha :)
Liczę na jakieś komentarze.. jest ich strasznie mało, co wiąże się z brakiem motywacji :(
Jeszcze jedna sprawa.. najsmutniejsze..
Tito, mimo tego, że nie znałam Cię osobiście, jesteś dla mnie wielki... Twoja strata boli, byłeś cudownym człowiekiem.. Zawsze będziemy o Tobie pamiętać, o tym, co dla nas wszystkich robiłeś.. Przegrałeś najważniejszy mecz, ale nie przegrałeś z chorobą, dzielnie walczyłeś, nie poddałeś się..
Będziemy tęsknić.. Spoczywaj w pokoju :'( <3
"Widocznie niebo potrzebowało bohatera,
Kogoś takiego jak ty.."



Jejuś tak długo go wyczekiwałam i wreszcie jest o to mój upragniony rozdział :D
OdpowiedzUsuńOni są cudowni ! Pasują do siebie perfekcyjnie !
To co mówił Marc było urocze, słodkie wręcz wzruszające ^^
Brakuje mi już epitetów :/
Czekam na kolejny ! :*
PS : Zapraszam do siebie : http://goal-4-forever-football.blogspot.com/?m=1
Buziaki :*
Jeejku :D Robisz wieeeelkie postępy, serio! To jest świetne!
OdpowiedzUsuńPisz dalej, życzę weny ;*
Piękny jak zawsze, dziękujemy : )
OdpowiedzUsuńPięknie kiedy kolejny ? Nie moge sie doczekać - wspaniale :D
OdpowiedzUsuńWyczekuję następnego rozdziału :D
OdpowiedzUsuńBoże, dlaczego ty przestałaś pisać dziewczyno :'( Ja nie mogę po prostu! Marnować taki talent :((
OdpowiedzUsuńnikt tego nie czyta :/ mam 8 rozdział, w połowie napisany... spróbuje dokończyć
Usuń